Gdybyśmy chcieli zrobić z ciekawości ranking najgorszych zbrodniarek SS-Aufseherin ciężko byłoby wskazać którąś na pierwsze miejsce. Bo czy można w moralny sposób oceniać brutalność i sadyzm? Każde, nawet najmniejsze wymierzenie fizycznej zniewagi wobec drugiego człowieka zasługuje na potępienie. Omawiane kobiety stosowały najbrutalniejsze, wymyślne tortury by zgładzić kolejne istnienia. Nie da się postawić żadnej z nich na pierwszym miejscu. Ale jest kobieta, która z jakiś powodów w rankingu obozowej hierarchii pierwsze miejsce zajmowała. Maria Mandel była kierowniczką wszystkich obozowych SS-Aufseherin. To ona kierowała bestiami nakłaniając je do coraz gorszych czynów. Zapraszam do zapoznania się z tą piękną bestią.
Urodziła się w 1912 r. w Górnej Austrii. Karierę w obozach zaczęła już przed wybuchem II wojny światowej w 1938 r. Swoje pierwsze kroki stawiała w obozie KL Lichtenburg, gdzie przetrzymywano głównie komunistów. W 1939 r. trafiła do nowo powstałego obozu kobiecego KL Ravensbruck. Jednak największe jej dokonania w karierze zdobyła pracując w KL Auschwitz. To tam była najpotężniejszą kobietą w całej załodze. Nie było osoby, która się jej nie bała. Postrach budziła nawet wśród załogi. Nad sobą miała jedynie komendanta obozu. To ona podpisywała listy osób kierowanych do krematorium. Jej ulubionymi sposobami zadawania bólu było m.in. kopanie pod brodę, kopanie w nerki, w prawdziwą furię wpadała, gdy widziała na szyjach więźniarek krzyżyk. Wtedy biła i kopała dosłownie po wszystkim na oślep. Nie potrzebowała zbytniego pretekstu, wystarczyło mieć np. zakurzone buty czy podcierać nos. Zwracała uwagę na każdy ruch głową, spojrzenie, które się jej nie spodobało, gest. Świadkowie mówili, że nie miała nawet litości dla kobiet w ciąży. Biła je i kopała po brzuchu doprowadzając do poronień. Kobiety całowały jej buty błagając o litość. Ona tej litości nie okazywała. Wręcz przeciwnie zamykała je w ciemnych, mokrych, ciasnych celach skazując tym samym na śmierć głodową.
24 listopada 1947 r. Mandel zasiadła na ławie oskarżonych w głośnym procesie oświęcimskim w Krakowie.
Świadkowie zeznali, że przez cały proces stała dumna i nie wzruszona z zarzucanych jej czynów. Była pewna, że wykonała swoją prace w stu procentach.
Gdy została skazana na śmierć poprzez powieszenie miała 36 lat. Skład sędziowski nie miał żadnych wątpliwości wydając wyrok. 24 stycznia 1948 r. dosięgnęła ją sprawiedliwość.