W niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz-Birkenau utworzono kilka zespołów muzycznych. Chociaż jest to jedna z największych paradoksalnych sytuacji w obozowej przestrzeni, istniała naprawdę a głównym powodem jej istnienia była oczywiście walka o przeżycie.
Do obozu trafiali więźniowie, którzy przed zniewoleniem zajmowali się w życiu różnymi profesjami. I tak były krawcowe, pielęgniarki, położne, duchowni, fryzjerzy itp. Czasem te profesje zwyczajnie ratowały im życie. Wśród grupy więźniów znaleźli się również muzycy grający na różnych instrumentach. Powstała więc chęć grania, by chociaż prowizorycznie stworzyć namiastkę normalności. Natomiast bez zgody nadzorujących obozem próby grania czy śpiewu kończyły się biciem lub karą… Niestety zgoda również nie oznaczała bezpieczeństwa. System godząc się na to, sprawił z czasem, że zamiast ukojenia, muzyka jeszcze bardziej gnębiła swoich odbiorców. Dochodziło do sytuacji, gdzie kapeli kazano grać wesołą muzykę przy ludziach, którzy szli do komory gazowej. Grali przed główną bramą obozową, codziennie rano patrząc jak grupy więźniów idą na przymusową, ciężką i morderczą pracę. Grali na ich powrót. Grali zabawiając esesmanów- oprawców, swoich wrogów. Z czasem ta wątpliwa rozrywka stała się ponurym tłem śmierci.
Tylko czasami dochodziło do sytuacji, kiedy faktycznie dostarczali rozrywki więźniom. Były to zdecydowanie sytuacje w mniejszości. Na ogół muzyka zaczęła zwiastować coś niepokojącego.
W obozie kobiecym Birkenau rządziła prawdziwa melomanka. Problem polegał na tym, że była jedną z najgorszych i najstraszniejszych nadzorczyń obozowych. Mowa o Marii Mandl. Bestii z Auschwitz. Jej przydomek jest nieprzypadkowy. Ta sadystka i degeneratka była główną nadzorczynią, nie bez powodu. Za sprawą swojej natury katowała więźniarki, biła je pejczem, poniżała, stosowała okrutne kary. Była prawdziwym postrachem w podobozie. Przypisuje się jej współodpowiedzialność za śmierć setek tysięcy ofiar. I to właśnie ona postanowiła stworzyć lagerkapele.
W całym systemie obozów, gett i więzień stworzonych przez nazistowski system to była jedyna oficjalna żeńska kapela. Zespół powołano w 1943 roku w kwietniu. To, że była melomanką nie oznaczało, że słuchanie muzyki było jej głównym celem. Ona marzyła o jak największym upodleniu więźniarek. Głównym zadaniem zespołu było granie muzyki ludziom idącym na śmierć do komór gazowych oraz granie więźniarkom wychodzącym do pracy i wracającym do baraków. Stały przy bramie bardzo wcześnie więc omijały ich sadystyczne apele. Z jednej więc strony robiły to co lubiły- grały muzykę i omijało ich wiele nieprzyjemności. Z drugiej strony niestety były zmuszane do grania w skrajnych sytuacjach. Były świadkami tych sytuacji. Grały bez przerwy, nie zależnie od pogody, przez wiele godzin. Nie można więc powiedzieć, że to granie nie było wyczerpujące. Na dodatek grały w kółko to samo, non stop. Po jakimś czasie to również przestawało być przyjemnością. Źródła podają również sytuacje jak jedna z członkiń orkiestry, grała, gdy do komory gazowej szła cała jej rodzina.
Była również sytuacja, kiedy kazano im wyjść i grać zaraz obok kominów krematoryjnych, z których wydobywał się jeszcze gorący popiół z palonych ciał.
Muzyka ratowała im życie, ale one same były zmuszane do grania w najgorszych sytuacjach. Były świadkami tragedii ludzi, którzy szli na pewną śmierć. Widziały więcej i czuły więcej, ale większość z nich dzięki temu przeżyła obóz. Jednak jak wspominają muzyka po tych przeżyciach nigdy nie była już dla nich taka sama.