Jednym z najgorszych momentów wojny, jest być świadkiem śmierci. A jeszcze gorzej jak z tą śmiercią trzeba się zakolegować. Sonderkommando to były specjalne jednostki, utworzone na polecenie Niemców, ale nie wykonywane przez nich. Składały się głównie z Żydów. Powód był całkiem jasny i oczywisty. Niemcy nie będą sprzątać trupów, oni są od wydawania rozkazów. No więc każda osoba, która znalazła się w szeregach tej grupy musiała się z tą śmiercią zakolegować. A później zniknąć w jej objęciach.

Sonderkommando w obozach zagłady

Pierwsze komando śmierci pojawiło się w obozie koncentracyjnym Auschwitz w Oświęcimiu. Celem tej jednostki była praca przy obsłudze krematorium. Członkowie komanda uczestniczyli również w pierwszym gazowaniu Cyklonem B. W pierwszym etapie istnienia więźniowie pracowali przy komorach gazowych w tzw. Białym Domku i Czerwonym Domku. Następnie zostały zbudowane specjalne krematoria, gdzie pod ziemią była część tzw. rozbieralnia oraz naziemne krematoria IV i V.

Sonderkomanndo dzieliło się pracą wedle zapotrzebowania. Pierwsi pracowali w rozbieralniach, gdzie zaprowadzali więźniów, rozbierali ich i zapraszali do „kąpieli”. Następnie zabierali odwieszone na wieszakach ubrania. Drudzy opróżniali komory z ciał po przeprowadzanej akcji gazowania. Przed wrzuceniem do dołów paleniskowych, lub pieców, zapraszali tzw. „dentystów”, którzy wyrywali ofiarom złote zęby i ściągali biżuterię. Następnie zajmowali się wrzucaniem tych ciał do dołów lub układaniem i wywożeniem ciał do wózków paleniskowych. Spośród wszystkich komand, ta praca była najgorsza i wyniszczała psychikę. Proszę sobie wyobrazić dzień w dzień pracę przy zwłokach, gdzie nie dało się oddychać z okropnego zapachu śmierci. Często przy tym widząc w stosach swoich bliskich. To piekło na ziemi.

Więźniowie, którzy pracowali w Sonderkommando, trzymani byli z dala od reszty więźniów, mogli zatrzymywać znalezione jedzenie przy ofiarach przez co minimalnie lepiej i więcej jedli, mieszkali najpierw w oddzielnych barakach, później na poddaszu krematorium, mieli własne łóżka i koce. Jednak uporczywa myśl, że jako świadkowie w każdej chwili mogą podzielić ich los, ciążyła nad nimi i nie dawała normalnie funkcjonować.

Bunt załogi w Auschwitz

7 października 1944 r. doszło do buntu załogi Sonderkommando. Był to ostatni z trzech wielkich buntów w dziejach niemieckich obozów. Wzięło w nim udział prawie całe komando poza jedną obsadą. 4 Żydówki, którym udało się przemycić materiały wybuchowe, zostały schwytane i powieszone w styczniu 1945 r na 21 dni przed wyzwoleniem obozu. Więźniowie podczas buntu zniszczyli częściowo krematorium i próbowali uciec. Większość z nich tj. 451 osób zginęła na miejscu. Buntem kierowali polscy Żydzi. Niestety nie udało się i tym razem.

Dzięki temu, że Sonderkommando ciut lepiej się odżywiało, część załogi zdołała przeżyć marsz śmierci. Po wojnie członkowie byli pierwszymi świadkami na procesach przeciwko zbrodniarzom. Przez długi czas mieli jednak wyrzuty sumienia i nie opowiadali zbyt wiele nawet swoim rodzinom, bowiem bywali piętnowani jako uczestnicy mordów.

Sonderkommando w gettach

Niestety bywały przypadki kiedy za ochronę swoich bliskich lub inne obiecane przez Niemców dobra, niekiedy siłą, ale również dobrowolnie do komand zgłaszali się Żydzi z gett na przykład z Łodzi i Warszawy. Uczestniczyli oni w różnego rodzaju akcjach na przykład pomoc przy wywożeniu ich do miejsc zagłady.

Niemcy tworzyli również komanda na potrzebę zorganizowanych akcji masowych mordów jak na przykład rzeź na Woli. Komanda specjalne, których praca polegała na zacieraniu zbrodni nazistowskich, poprzez ekshumację i palenie zwłok pomordowanych.