Uwaga, drastyczne fragmenty tekstu.
Rakowiecka 37 to kolejne tragiczne miejsce na mapie Warszawy. Obecnie kojarzy się z więzieniem na Mokotowie. Historycznie rzecz biorąc jest to zgodne z prawdą. Ale ten adres skrywa w sobie najczarniejsze tło. Poznajmy historie Rakowieckiej 37 od początku…
Rzeczypospolita Obojga Narodów zniknęła z map świata, kiedy po raz trzeci w 1795 r w wyniku rozbiorów została podzielona na trzech zaborców: Imperium Rosyjskie, Prusy i Austro-Węgry.
Po Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. Warszawa stała się częścią Cesarstwa Rosyjskiego. Prawo w Rosji dyktował surowy kodeks karny. Początek więzienia na Mokotowie to rok 1882, kiedy władze rosyjskie zakupiły ziemie za mokotowską rogatką liczącą ponad 3 hektary. Początkowo obiekt więzienny w Mokotowie był nazywany „Domem poprawczym” i został zbudowany w latach 1902-1904. Oficjalne otwarcie więzienia nastąpiło 24 listopada 1904 r.
Zastosowano w nim wiele nowoczesnych rozwiązań architektonicznych i technicznych a sam projekt wzorowany był częściowo na rosyjskich projektach więziennych.
Carskie wojska rosyjskie opuściły Warszawę dopiero w 1915 r. Nowym administratorem więzienia na Mokotowie zostały władze niemieckie. I od tego momentu warunki oraz rygor w więzieniu dało mu miano najcięższego na terenie byłego Królestwa Polskiego. Do jego nadzoru powołano Carsko-Niemiecką Dyrekcje więzienną. Zaczęło funkcjonować pod nową nazwą : Więzienie Karne na Mokotowie a od kwietnia 1915 r. znowu zmieniono nazwę na „Więzienie Warszawa-Mokotów”. Władze niemieckie wprowadziły drastyczną metodę wymuszania zeznań na osadzonych. Wybudowali specjalną celę pokrytą w całości, po sam sufit sztabkami drzewa zwróconymi na kant. Wpuszczano nagiego więźnia, gdzie ostre drewniane kanty wbijały mu się w stopy. Następnie, gdy wycieńczony więzień opadał z sił, zaczynał się opierać o ścianę, wtedy również ostre kanty wbijały my się w całe ciało. Ta metoda była początkiem zmian jakie zaczęły zachodzić w więzieniu idąc w kierunku sadyzmu i terroru.
We wrześniu 1917 r. generał-gubernator Warszawy, Hans von Besler, przekazał wymiar sprawiedliwości urzędom polskim, jednak więziennictwo pozostało w rękach niemieckich. Kiedy Niemcy, Austro-Węgry i Rosja zawarły pokój w Brześciu nad Bugiem w 1918 r. władze niemieckie przebywające w Polsce, wydały amnestie dla więźniów. Przejęcie więzień w Warszawie przez władze polskie od niemieckich nastąpiło 11 listopada 1918 r., gdy odrodziła się Rzeczypospolita Polska. Pierwszym naczelnikiem został Stanisław Śledziewski, następnie Tadeusz Ostrzeszowicz, Zygmunt Bugajski a po nim Władysław Ficke. Kiedy ten przeszedł na emeryturę, nadzór przejął Mieczysław Kobylecki, były naczelnik więzienia we Wronkach. Na początku w więzieniu pracowało 122 pracowników etatowych.
W 1932 r. doszło do zmiany w prawie karnym. Funkcjonariusze w całej Polsce mieli takie same mundury i stopnie służbowe. Pod koniec lat dwudziestych, więzienie mokotowskie było zaliczane do I kategorii więzień. Oznaczało to, że było samodzielnym zakładem penitencjarnym powyżej 450 pensjonariuszy. W latach dwudziestych i trzydziestych XX w. w więzieniu mokotowskim miało odsiadywać wyroki od 1200 do 1400 więźniów.
Co było raczej wyjątkiem, na terenie więzienia mieścił się szpital. Z biegiem lat został rozbudowany i przystosowany na rosnące potrzeby pacjentów-więźniów. Początkowo działały w nim dwa oddziały- jeden zakaźny a drugi zwykły. Było 36 łóżek, przy szpitalu był ogród. Po pewnym czasie w więzieniu na Mokotowie uruchomiono dla skazanych okręgowy szpital dla nerwowo i psychicznie chorych, mający 20 łóżek. Główną chorobą zakaźną na Rakowieckiej okazała się być gruźlica. W latach 1927-1928 była ona najbardziej dotkliwa i w wyniku zachorowania zmarło wiele osób z personelu i wielu więźniów. W grudniu 1938 r do więzienia przybyła niemiecka delegacja z Hansem Frankiem na czele, który w tym czasie pełnił obowiązki prezydenta Akademii Prawa Niemieckiego i ministra bez teki w rządzie Adolfa Hitlera. W 1938 r. w Polsce było już dużo więzień. Oficjalnie funkcjonowało 330. Cały dynamiczny i pomyślny rozwój polskiego więziennictwa znacząco zahamował wybuch II wojny światowej. Od tego momentu tj. 1 wrzesień 1939 r. więzienie na Mokotowie nabierze ponurego i sadystycznego odbioru w świadomości społecznej.
Kiedy Niemcy wkraczają na ziemie polskie 1 września 1939 r., prezydent Ignacy Mościcki, wydaje dekret, na podstawie którego, zwalnia bardzo wielu więźniów, min. Z więzienia mokotowskiego. Po 8 września służba więzienna wywozi z Mokotowa część więziennych archiwów, teczki, akta osobowe, księgi itd. Większa część z nich zostaje przejęta przez Niemców, którzy na tej podstawie odnajdują zwolnionych więźniów i ponownie ich osadzają w celach.
Podczas walk o Warszawę, naczelnik więzienia na Mokotowie Kobyłecki, ewakuował część osadzonych pod opieką Straży Więziennej na wschód Polski. Sam zginął pod Kownem po 17 września. Mniej więcej w tym czasie były naczelnik Zygmunt Bugajski został zatrzymany przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy oddali go w ręce NKWD. Przewieziony został do obozów w Szepietówce i Kozielsku. Bugajski został zamordowany przez Sowietów w Lesie Katyńskim wiosną 1940r. wraz z innymi polskimi oficerami.
Kiedy Warszawa została zdobyta 28 września 1939 r. wojsko niemieckie przejęło również więzienie na Mokotowie. Znajdowało się w granicach Generalnego Gubernatorstwa w dystrykcie warszawskim. W 1939 r. utworzony Departament Karny, przekształcony w Zarząd Zakładów Karnych. Więzienie na Mokotowie podlegało pod KRIPO– niemiecką policję kryminalną. W okresie II wojny światowej z powodu braków kadrowych, władze Niemieckie wezwały do pracy polski personel pod groźbą surowych kar a nawet śmierci. Naczelnikiem w 1939 r. został ponownie Ficke, pełnił tą rolę do Powstania Warszawskiego. W 1944 został przewieziony do niemieckiego obozu przejściowego w Pruszkowie. Przeżył wojnę.
W więzieniu na Mokotowie po wrześniu 1939 r, przetrzymywano więźniów politycznych jak na przykład Stefana Starzyńskiego, prezydenta Warszawy. W marcu 1940 osadzono między innymi wybitnego polskiego sportowca Janusza Kusocińskiego. Z więzienia mokotowskiego przewieziono go na przesłuchanie do siedziby Gestapo przy al. Szucha, następnie trafił na Pawiak a stamtąd wywieziono go do Palmir pod Warszawą, gdzie został rozstrzelany przez wojska niemieckie.
Na przełomie wiosny 1940 r. stwierdzono, że więzienie jest przeludnione. Więźniowie odbywali kary w skrajnych warunkach, byli niedożywieni, z powodu braku higieny zaczęły szerzyć się różne choroby, pojawiła się gruźlica płuc, dur plamisty. Po raz pierwszy i jedyny aż 75 kobiet było osadzonych w związku z tym zatrudnione zostały również kobiety.
Z racji tego, że pod przymusem w więzieniu pracował liczny polski personel, zaczęły tworzyć się siatki konspiracyjne. Na przykład siatka „998” która pomagała przy organizowaniu ucieczek, bibuły, dostarczała pożywienie czy grypsy. Niestety wielu członków siatek konspiracyjnych zostało zdemaskowanych przez Niemców, za co ponieśli najgorsze kary- kary śmierci poprzez rozstrzelanie czy wywózkę do niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych.
Tydzień przed wybuchem Powstania Warszawskiego Niemcy wypuścili z więzienia mokotowskiego niemieckich osadzonych, tj. volksdeutchów. W więzieniu pozostało nadal 826 więźniów. Przerwano zwalnianie więźniów po tym jak władze zorientowały się o przyjmowaniu łapówek od rodzin. 29 lipca miała odbyć się ewakuacja więzienia, ale zrezygnowano z tego pomysłu i zdecydowano o wykorzystaniu więźniów przy pracy kopania okopów na terenie Warszawy. Z tego pomysłu również zrezygnowano 1 sierpnia. Tego dnia obowiązki przejął Kirchner, ponieważ Ficke nie pojawił się w pracy. 1 sierpnia wypuszczono jeszcze 11 osadzonych.
Więzienie mokotowskie, po przejęciu Warszawy w 1945r. przez Armie Sowiecką, przeszło w ręce sowieckiego nadzoru. To więzienie stało się centralnym więzieniem nr 1. Po wojnie cały kompleks znacząco nie ucierpiał. Jedyne zniszczenia dotyczyły dachu szpitala, który został spalony. Remontu wymagał więc jedynie dach. Poszczególne pomieszczenia zostały dostosowane na nowo, niektóre nieco rozbudowano. Powstał na przykład Pawilon X, którego wcześniej nie było. Na piętrze Pawilonu X urzędowali oficerowie śledczy, którzy prowadzili przesłuchania w celach przekształconych do pomieszczeń biurowych.
Co ciekawe, biorąc pod uwagę terror nowej władzy, oraz metody ich przesłuchań, pod pretekstem przeludnionego pawilonu X zaczęto budowę tzw. Pawilonu Śledczego. Prace wykonane były siłą rąk więźniów, bez żadnych pozwoleń. Pawilon Śledczy na każdym piętrze posiadał karcer, czyli pomieszczenie izolacyjne, służące za cele karną. Karcery funkcjonowały w różnych pawilonach. W Piwnicach, pod schodami, i po dwa na każdym piętrze Pawilonu XII. W pomieszczeniach ludzie stali zazwyczaj dzień lub kilka dni. Pomieszczenia były małe, ciemne i nieogrzewane. Często więźniów wprowadzano tam nago i wlewano do środka wodę. Ludzie dosłownie brodzili w fekaliach. To był jedynie wstęp do tego co więźniów czekało później. Jedne z metod jakie były stosowane podczas przesłuchań przez funkcjonariuszy śledczych były tzw. Kasprowy lub Zakopane czyli stanie w celi bez okna w bieliźnie w okresie zimowym oraz konwejer czyli przesłuchiwanie non stop przez nawet 100h. Wiemy ponad to o takich metodach jak znęcanie się psychiczne i fizyczne na więźniach poprzez: min. Wyrywanie paznokci, siadanie na taborecie odwróconym nogami do góry, polewanie lodowatą wodą, przypalanie ciała papierosami, bicie bo genitaliach, wyrywanie włosów łonowych, podwieszanie za ręce i nogi, bicie po twarzy, wyrywanie włosów ze skórą głowy, zgniatanie i miażdżenie palców u rąk, bicie po żebrach i stopach, udawanie katowania w celi obok i wmawianie więźniowi, że to ktoś z jego rodziny. Najważniejsze dla oficera śledczego było podpisanie protokołu zeznań. Niepodpisanie dokumentu było równe z torturami. Zdarzało się jednak, że podczas przesłuchań nie protokołowano zeznań.
Na Mokotowie wykonywano wyroki śmierci poprzez powieszenie lub poprzez rozstrzelanie. Takie zbrodnie były wykonane między innymi na rtm. Witoldzie Pileckim, ppłk. Antonim Olechowiczu, mjr. Zygmuncie Szendzielarzu, ppłk. Łukaszu Cieplińskim, mjr. Hieronimie Dekutowskim i wielu innych.
Na tą chwile zostały odkryte 4 miejsca straceń na terenie więzienia- przy murze na wprost dawnej łaźni, w kotłowni za Pawilonem X oraz zaraz obok Pawilonu X, gdzie miała znajdować się kostnica. Wiadomo, że przede wszystkim na Pawilonie Ogólnym miały znajdować się cele śmierci, w Pawilonie X jedna z cel również spełniała taką funkcję. Cele były mocno przeludnione, nawet do 10 osób chociaż były na 4,5 osób. Było to spowodowane licznymi aresztowaniami żołnierzy niezłomnych oraz osób cywilnych, którzy z nimi współpracowali. Niektóre cele posiadały podsłuchy.
Jak wyglądał dzień w areszcie? Rano pobudka, ubieranie się, sprawdzanie cel, śniadanie jeśli można to tak nazwać- chleb z kawą, później obiad- najczęściej zupa z głowami ryb, zgniłymi warzywami , czasem zdarzały się duże rybie ości, które więźniowie wyławiali by mieć później na przykład igłę, oraz kolacja- sama kawa. W międzyczasie przesłuchiwania bądź oczekiwanie na nie. Wieczorem apel, rozbieranie się, składanie ubrań, które należało zostawić przed celą. Obsługą więzienia zajmowali się Niemcy zwani kalifaktorami. Więźniowie nie mogli się ze sobą oficjalnie komunikować. W tym celu starali się rozmawiać przez okna zasłonięte blindami, przez ścianę wystukując alfabet Morse’a lub wybierając wodę z ubikacji i przekazując wiadomości przez rury kanalizacyjne.
Przełomowym momentem dla losów więźniów i samego więzienia była ucieczka płk. Józefa Światły, który później prowadził audycje radiowe. W grudniu 1954 nastąpiła likwidacja resortu. Rozpoczęło to procesy i posiedzenia komitetu badającego przestępstwa popełnione w służbach cywilnych i wojskowych. Rok 1954 rozpoczął również amnestie więźniów politycznych z aresztów. Więzienie przy ul. Rakowieckiej 37 przeszło pod Ministerstwo Sprawiedliwości a Pawilon Śledczy stał się aresztem dla funkcjonariuszy byłego Urzędu Bezpieczeństwa. Z czasem został przekształcony w budynek szpitala.
Do marca 1968 zdarzały się nieliczne przypadki osadzenia więźniów politycznych. W marcu 1965r. w Pawilonie XII zostają osadzeni Jacek Kuroń i Karol Modzelewski. W tym samym roku stracono z wyroku Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, Stanisława Wawrzeckiego za przestępstwa gospodarcze w tzw. aferze mięsnej. W 1967r osadzony został w Areszcie Śledczym Janusz Szpotański za operę „Cisi i Gęgacze”, która była recytowana przez niego wśród znajomych- bez oficjalnej publikacji.
Wydarzenia z 1968 to fala aresztowań studentów. Od tego czasu budynki przy Rakowieckiej 37 przepełnione zostały więźniami politycznymi. Przed stanem wojennym wyludniono część Pawilonu X i XII na potrzeby aresztowań członków „ Solidarności”.
Jeszcze w latach 80 tych XX w. Były wykorzystywane pokoje przesłuchań, z których korzystali również oficerowie śledczy Wojskowej Służby Wewnętrznej.
Oprócz więźniów politycznych, areszt śledczy przetrzymywał więźniów kryminalnych oraz szpiegów. Ostatnim więźniem politycznym, który opuścił mury dopiero w grudniu 1989r był Józef Szaniawski, skazany za współpracę z Radiem Wolna Europa.
Obecnie w budynku przy Rakowieckiej 37 mieści się Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Znajdują się tam cele więzienne oraz artefakty odnalezione w wyniku prac archeologiczno- ekshumacyjnych. Na terenie więzienia można zobaczyć miejsca straceń więźniów. Można zobaczyć na własne oczy miejsce, gdzie stracony został gen. „Nil” na szubienicy, po której teraz zostały ślady. Zwiedzając muzeum widziałam przygotowane miejsce na placu do badań archeologiczno-ekshumacyjnych. Zaledwie dwa tygodnie po tym, IPN ogłosił, że badacze znaleźli 10 szkieletów ludzkich. Przy szkieletach odnaleźli fragmenty ubrań i rzeczy osobistych. Miejsce robi ogromne wrażenie, jest to na pewno jedno z tych miejsc, które na zawsze pozostaje w pamięci.